niedziela, 25 października 2020

Dwa

 Jak zwykle siedziałam przy jednym ze stolików w stołówce Chelsea, czytałam zagadnienia do kolokwium kiedy koło mnie wyrósł Chilwell.
- Siemka co robisz?-spytał mnie uśmiechnięty 
-Uczę się do kolokwium - odparłam - A potrzebujesz czegoś? - spytałam go 
- Nie nie - mruknął i tak szybko się obrócił że wylał moją kawę na mnie i na notatki - Tak bardzo Cię przepraszam - zaczął mnie przecierać 
-Ben - powiedziałam - Nic się nie stało- mruknęłam ale w środku się gotowałam 
-Tak Cię przepraszam -widziałam że naprawdę jest mu przykro 
-Nic się nie stało -powtórzyłam i złapałam go za ręką 
Na tą sytuacje naszedł Frank Lampart z resztą zawodników. Popatrzył na moja dłoń na przedramieniu Chilwell'a i podniósł brwi. Podniosłam rękę jakbym się poparzyła.
- Co się stało ? - spytał uradowany Kepa 
-Wylał na mnie kawę - wskazałam na Bena - I na moje notatki - dodałam 
- Przepraszałem Cię - wtrącił obrońca drużyny 
- Wiem i nie jestem zła - wyjaśniłam - Muszę się tylko w coś przebrać- jęknęłam patrząc na moje białe spodnie z plamami z kawy 
Chilwell chyba to zauważył bo mruknął.
- Jak się nie wypiorą kupię Ci nowe- mruknął patrząc na mnie - I przepiszę Ci te notatki - dodał
- Nie trzeba - wciąż się upierałam
- Weź sobie coś ze strojów klubowych - wtrącił Frank Lampart - Mamy tego bardzo dużo - uśmiechnął się do mnie 
- Pewnie jedynie co bedzie na mnie pasować to strój z N'golo - uśmiechnęłam się do niego - Bez urazy- dodałam 
Sympatyczny Francuz w odpowiedzi tylko się szeroko uśmiechnął. Wstałam z krzesła i poszłam w kierunku szatni. Kiedy znalazłam się w drzwiach usłyszałam w oddali głos Bena.
- Macie kartkę ? - powiedział
Uśmiechnęłam się sama do siebie. Naprawdę przejął się tym wypadkiem a przecież to nic takiego. To tylko kawa. Tylko czy aż. Weszłam do szatni w poszukiwaniu czegoś do ubrania. Były spodenki, bluzki i dresy. Wzięłam jedne które powinny należeć do N'golo Kante i założyłam na siebie. Okazały się za duże ale na pewno nie tak jakbym założyła Kepy , czy Bena albo w ogóle Mendy'ego albo Kaia. Na samą myśl o tym się uśmiechnęłam i z takim wyrazem twarzy wyszłam z szatni. 
- Co ty taka wesolutka? - zapytał mnie Kepa, który siedział obok Chilwell'a próbując odczytać zalane notatki
- No bo nawet dresy N'golo są na mnie za duże - powiedziałam uśmiechając się do Francuza- Więc wyobraziłam sobie siebie w dresach Twoich , Eduardo, Kaia albo Bena - zaśmiałam się 
- Fakt śmieszne - uśmiechnął się - Jak chcesz się przekonać w domu pożyczę Ci własne - zaśmiał się - O resztę musisz pytać - dodał 
-Anita masz co robić? - zapytał mnie John 
- Tak już lecę- odparłam 
- Najpierw chce z Tobą pogadać - odparł - W sumie moge Ci to ty powiedzieć - powiedział - Musisz mnie zastąpić na meczu z Krasnodarem - wyjaśnił widząc moją minę 
-Naprawdę ale super- uśmiechnęłam się -Dziękuje - nie wierzyłam w to co powiedział 
- Mam nadzieje , że sobie poradzisz - powiedział 
- Nie zawiodę Pana obiecuje - aż pisnęłam 
- A teraz do roboty - wskazał na drzwi 
Tego dnia już nic mi nie zepsuje nawet głupie papiery. A mówią , że marzenia się nie spełniają, ja miałam takie szczęście ,że żyłam własnymi. Z uśmiechem poszłam za biurko. Wysłałam wiadomość do mamy że wkońcu znalazłam się z kadrze fijzo na mecz. Spędziłam długie godziny wypełniając raporty meczowe kiedy spostrzegłam że zrobiło się całkiem późno. Zaczęłam się ubierać kiedy do moich drzwi wszedł Ben. 
- Dziś ja odwożę Cię do domu- odparł 
- Ben, nie musisz - powiedziałam - Pojadę z Kepą- dodałam 
 - Muszę bo już pojechał do domu - zaśmiał się - Gadałem z Kepą wcześniej - odparł 
- Dobra nie tłumacz się - zaśmiałam się - Po prostu odwieź mnie do domu - poklepałam go po ramieniu
Kiedy wyszliśmy na korytarz okazał się całkiem pusty. Spojrzałam na telefon widniała na nim godzina 19. 
- Dwie godziny temu skończyliście trening - powiedziałam - Co tu jeszcze robisz? - dopytywałam 
- Byłem jeszcze na siłowni - wskazał na swoje bicepsy 
- Tak fakt przydałaby im się siłownia - uśmiechnęłam się 
- Chciałem Cię też przeprosić - powiedział całkiem poważnie - I dać Ci to - pokazał na przepisane notatki - dodał 
- Naprawdę nie musiałeś - powiedziałam 
 - Ale chciałem - mruknął zbliżając się do mnie na niebezpieczną odległość - Wiem jakie to dla Ciebie ważne - dodał kiedy spostrzegliśmy Franka Lamparta 
- Zawsze to ja wychodzę ostatni - zaśmiał się - Ale widzę, że mam tu większych pracusiów- dodał 
- Zasiedziałam się - powiedziałam 
- No widzę - podniósł brwi - Nie pytam nie moja sprawa - dodał
- Chciałem być miły i ją odwieść do domu - powiedział Chilwell 
Machnął na nas ręką, a ja zaczęłam iść w stronę parkingu. Prawie biegłam bo chciałam jak najszybciej dotrzeć do samochodu Chilly'ego. Kiedy otworzył szybko wskoczyłam do środka, całą drogę żadne z nas się nie odezwało. Ja byłam zła na Chilwell'a choć nie bardzo wiem o co, a on chyba wiedział że coś jest nie tak więc wolał nie dolewać oliwy do ognia. Podjechaliśmy do mieszkania Kepy kiedy chciałam już wyjść coś mnie zatrzymało.
- Dziękuje za podwózkę -powiedziałam ochryple - Do zobaczenia jutro po południu - dodałam 
- Po południu ? - spytał 
- Rano mam zajęcia - wyjaśniłam - Trzymaj się - powiedziałam zamykając drzwi 
-Cześć- usłyszałam przez drzwi 
Poszłam do klatki i weszłam do środka, dopiero wtedy puściły mi emocje i z moich oczu zaczęły lecieć łzy. Weszłam zapłakana do mieszkania, w którym znajdowało się pół składu. 
- Co Ci zrobił Ben? - spytał wściekły Kepa
- Nic - powiedziałam - A jeśli któreś piśnie mu słowo urwę Wam jaja - zagroziłam i poszłam do siebie 
Świetnie każdy wiedział ,że Ben miał mnie zabrać a ja przychodzę zapłakana do domu. Byłam na siebie wściekła i na tą całą sytuacje. Poszłam się wykąpać, cicho wyszłam z pokoju by chłopaki mnie nie usłyszeli nie miałam ochoty na rozmowy. Kiedy wychodziłam w łazienki słyszałam że o czymś gadali ale to nie bardzo była moja sprawa więc poszłam do siebie. Byłam już naprawdę zmęczona ale musiałam się jeszcze pouczyć więc usiadłam do notatek. 


- Hallo Anita- ktoś zaczął mnie szturchać - Obudź spóźnisz się na zajęcia a ja na trening - głos był donośny 
- Która godzina? - spytałam Kepe kiedy otworzyłam oczy 
- Po 7 - powiedział spokojnie 
Sama zerwałam się na nogi , zaczęłam biegać po pokoju zbierając rzeczy i wszystko inne.
- Nie czekaj na mnie jedź na trening - powiedziałam do niego - Pojadę busem spokojnie - dodałam jego minę - No już - wskazałam na drzwi 
Kiedy wyszedł zaczęłam się szybko ubierać , postawiłam na sukienkę w pół uda w kwiatki i kozaczki. Lekki makijaż miał poprawić moje podpuchnięte i zmęczone oczy ale było tylko gorzej. W 30 minut się ogarnęłam i poleciałam na przystanek żeby pojechać na Uniwersytet. Miałam szczęście nie spóźniając się na najważniejsze kolokwium w tym roku. Godziny na laboratorium zawsze były dla mnie cudownym czasem. Tylko ja i moje komórki , dla jednych nuda dla mnie największa miłość. Kiedy zegar wybił godzinę 14 poszłam na przystanek żeby pojechać do Cobham. Prace tam również kochałam ale dziś jakoś niechętnie chciałam tam być. Do tego wyglądając jak zombie w sukience. Po około 45 min jeździe busem dojechałam do Cobham. Weszłam do środka , a chłopcy zaczęli akurat lunch. 
- No jesteś już myślałem że nie dotarłaś - krzyknął Kepa 
- Praca na labie trochę mi się przeciągnęła - uśmiechnęłam się - Idę do siebie - dodałam widząc Chilwell'a
- Jadłaś coś - dopytywał mnie mój przyjaciel 
- Daj mi dziś spokój - powiedziałam 
- Ale -był uparty 
- Nie dziś Kepa proszę - głos mi zadrżał- Nie mam ochoty się z Tobą kłócić i po prostu pójdę do siebie- powiedziałam wychodząc
- Daj jej spokój - wtrącił Azpilicueta - Kobiet nie zrozumiesz - dodał 
- A Was zrozumieć to już w ogóle - dodałam już wychodząc 
Zamknęłam się w swoim gabinecie i rzuciłam w wir pracy to było najlepszym lekarstwem na wszystko. Przynajmniej dla mnie. Potrzebowałam podpisu trenera więc musiałam udać się na boiska treningowe żeby go dostać. Niechętnie wstałam od biurka i poszłam nie ubierać na siebie kurtki. Kiedy tam dotarłam okazało się że leje jak cebra. No tak Anglia. Będę mieć loki świetnie. Przeszłam przez kwałek płyty podchodząc do Franka czułam na sobie wzrok wszystkich. 
- Panie trenerze potrzebuje Pańskiego podpisu - powiedziałam 
-Przyszłaś tu w taką pogodę to naprawdę coś ważnego - uśmiechnął się do mnie przyjaźnie 
- Mój wyjazd z Wami na mecz - wyjaśniłam - A muszę to przedstawić do końca zmiany - dodałam 
- Naprawdę chcesz jechać? - spytał mnie - Słyszałem , że pokłóciłaś się z Kepą - dodał 
- Nie nazwałabym tego kłótnią - odparłam - Po prostu on czasem przesadza - dodałam 
- Martwi się o Ciebie - powiedział - Zależy mu na Tobie - dodał 
- Przyjaźnimy się - wyjaśniłam 
- Wiem- uśmiechnął się - Pewnych rzeczy nie widać od razu - podał mi podpisany list 
- Dziękuje - powiedziałam do legendy klubu 
Odwróciłam się na pięcie i puściłam się pędem żeby więcej nie moknąć. Od razu poszłam do swojego przełożonego a później do swojego gabinetu. Słowa trenera CFC nie dawały mi spokoju do końca zmiany , na dodatek Kepa naprawdę się na mnie obraził bo na mnie nie zaczekał. 
- No i jak ja mam teraz niby wrócić - krzyknęłam do odjeżdżającego samochodu Hiszpana 
Ten dzień nie mógł się gorzej skończyć , rozpłakałam się na środku parkingu, moje łzy mieszały się z deszczem. Nie wierzyłam , że Arrizabalaga mógł zrobić coś takiego. Stałam w deszczu moknąc nie wiedząc co zrobić, aż nadszedł mój wybawca- Timo Werner.
- Co tak stoisz ? - spytał - Właź podwiozę Cię - dodał 
- Dziękuje Timo - uśmiechnęłam się - Ratujesz mi życie - powiedziałam wsiadając do jego samochodu- Kepa mnie wystawił- dodałam 
 - Cały dzień był wkurzony - rzucił Niemiec 
- To znaczy ? - spytałam go 
- Od Waszej wymiany zdań - wyjaśnił - Uważam że on się o Ciebie martwi a ty go odpychasz ze względu na Chilwell'a - dodał 
- Że co? - byłam zdziwiona - Ja i Kepa się przyjaźnimy a mnie i Bena nic nie łączy - wyjaśniłam 
- Każdy widzi jak ty patrzysz na Chilly'ego a on na Ciebie a Kepa na Was- wyjaśnił 
- Kepa nic nie mówił - powiedziałam 
- A co ma Ci niby powiedzieć? - spytał patrząc na mnie kiedy staliśmy na światłach - Chce żebyś była szczęśliwa więc nie chce przeszkadzać - wyjaśnił - Patrząc na jego sytuacje w Londynie - dodał 
- Wiem , że mu ciężko ale musi walczyć - powiedziałam - Wie , że zawsze Go wspieram - dodałam 
- Wie ale sam traci już wiarę w I skład - mruknął 
- Pogadam z nim o tym - odparłam 
- Zmieniając temat przedstawię Ci moją dziewczynę - powiedział - Wiem od Kepy że potrzebujesz koleżanki a ona tutaj nikogo nie zna więc akurat - dodał 
- Chętnie ją poznam w końcu jakaś kobieta - zaśmiałam się - Bo z Wami można oszaleć - dodałam 
- Dzięki - zrobił smutną minę 
- Nie no ty jesteś rycerzem w złotej zbroi - powiedziałam wesoło 
- W ogóle miałem się Ciebie pytać ty chyba nie jesteś Brytyjką - odparł 
- Dobrze zgadłeś - uśmiechnęłam się - Po czym poznałeś? - spytałam
- Bo po pierwsze jesteś za ładna i naturalna a dwa akcent mi się nie zgadza - wyjaśnił gdy zaparkował
- Kepa Ci nie mówił ? - spytałam - Jestem Polką - powiedziałam
- Serio ? - był zdziwiony - Co ty robisz z Niemcem w aucie - odparł 
- Nie należę do uprzedzonych Polaków - uśmiechnęłam się przyjaźnie - A poza tym właśnie Niemiec uratował mnie przed zmoknięciem i chorobą - powiedział otwierając drzwi 
- Cieszę się - przybił mi piątkę - Trzymaj się i do jutra - powiedział
- Jeszcze raz dziękuje - odparłam - Trzymaj się Kepa - pomachałam mu przez drzwi
Teraz musiałam zmierzyć się z humorami Kepy. Westchnęłam bezradnie i weszłam na górę. Kepy nie było w salonie jak to miał w zwyczaju.
- Jestem - krzyknęłam ale bez odzewu 
Poszłam go poszukać , znalazłam go w jego pokoju. Leżał na łóżku na biodrach miał przewiązany ręcznik. 
- Czego mi nie odpowiedziałeś jak krzyknęłam ? - spytałam 
- Bo nie mam ochoty - odparł 
- Kepa co Ci się dzieje? - spytałam - Zostawiłeś mnie na parkingu - powiedziałam 
- Pewnie Chilwell Cię odwiózł - warknął 
- Tak się składa, że Timo Werner - odparłam łagodnie - Możesz mi powiedzieć o co Ci chodzi nie potrafię czytać w myślach- mruknęłam 
- O nic - powiedział 
- W takim razie ja zaczynam szukać mieszkania - powiedziałam- Odpoczniemy od siebie - zaproponowałam 
- Jeśli tego chcesz - popatrzył na mnie pierwszy raz od początku rozmowy 
- Nie chce ale nie dajesz mi wyboru - wyjaśniłam 
- Niby czym ? - podniósł się 
- Tym , że ze mną nie rozmawiasz - powiedziałam - Dziwnie się zachowujesz a ja nie mogę Ci pomóc -mruknęłam
-Chce żebyś była szczęśliwa bo na to zasługujesz to wszystko - powiedział szybko 
- Jestem szczęśliwa Kepa - odparłam - Może nie w tej chwili bo się ze mną kłócisz- dodałam 
- Ja się kłócę ? - poniósł ręce 
- Nie ja - powiedziałam - Chciałam tylko z Tobą pogadać - wyjaśniłam 
- Przecież gadamy - złapał mnie za ramiona zbliżając się do mnie 
- Kepa my - nie zdążyłam dokończyć bo mnie pocałował 
- Wiem , że nie możemy ale chciałem żebyś wiedziała , że masz wybór - mruknął w moje usta wyprowadzając mnie z letargu
- Pójdę już- powiedziałam wskazując na drzwi - A ty się prześpij - poprosiłam 
Wychodząc zamknęłam drzwi , poszłam do kuchni zrobić sobie coś do jedzenia. Wciąż czułam na sobie usta Kepy. Nie wierzyłam że mógł to zrobić. Kiedy skończyłam jeść  poszłam wziąć prysznic po ciężkim dniu ale nawet gorąca woda nie potrafiła mnie uspokoić , rozpłakałam się pod prysznicem. Miałam nadzieje , że Hiszpan tego nie słyszy, nie chciałam mu i tego dokładać. Czego zawsze wszystko mi się komplikowało , dlaczego nie mogło być normalnie. Wyszłam z pod prysznica , ubrałam się piżamę i poszłam do swojego pokoju. Tam szybko położyłam się pod kołdrą. Spojrzałam jeszcze na telefon, miałam wiadomość. 
Od:Timo Werner 
Mam nadzieje, że nic Ci nie skomplikowałem ale chciałem żebyś znała prawdę. Moja dziewczyna chętnie się z Tobą spotka jak wrócimy po meczu. 
Do:Timo Wener 
Nie nie skomplikowałeś. Cieszę się , pozdrów ją ode mnie. 
W końcu jakaś dziewczyna , z którą będę mogła spędzać czas i mam nadzieje trochę się zdystansować od tego wszystkiego. Uśmiechnęłam się odłożyłam telefon, zgasiłam światło i położyłam się spać.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz