- Ja nie mogę jutro pracuje - powiedziałam
- Nie nie pracujesz - zaśmiała się - Nie patrz na nie tak - szeroko się uśmiechnęła - Rozmawiałam z John'em i się zgodził - wskazała na mojego przełożonego
- Za dużo pracujesz - odezwał się bo patrzyłam na niego bez przekonania - Wcześniej nie miałaś studia ale teraz kiedy już je skończyłaś powinnaś się cieszyć z życia a nie siedzieć tylko w Cobham - dodał
- Ale możecie mnie potrzebować - powiedziałam - Albo oni - wskazałam na zawodników
- Poradzimy sobie bez ciebie - powiedział stanowczo John
- My też - uśmiechnął się Marcos Alonso
Popatrzyłam w stronę Kepy z jego wzroku wynikało, że nie jest zadowolony i wolałby , żebym spędziła z nim jutrzejszy wieczór przed meczem. Sama chciałam się rozerwać bo w końcu mi się to należało coś od życia.
- Dobra , w takim razie idę - uśmiechnęłam się , a dziewczyny ucieszyły się jak dzieci
- Ale w niedziele gramy mecz - odezwał się w końcu mój chłopak
- Właśnie wy gracie nie ja - powiedziałam zbyt ostro - Poradzicie sobie - poklepałam go po ramieniu i udałam się na górę , wypełniać papiery
Od paru dni Kepa naprawdę grał ale mi na nerwach, po wygraniu Superpucharu i obronionych przez niego rzutów karnych. On chyba miał wrażenie , że to ja mam wpływ na to jak on gra i co wpada a co nie. Po prostu nie wierzył w siebie ani w swoje doświadczenie i umiejętności , mój związek z nim nie miał z tym nic wspólnego. Usiadłam przy biurku i zaczęłam przegadać papiery i je wypełniać byłam tak wściekła , że raz za razem musiałam to poprawiać.
- Nie rób tego - Kepa wszedł do mnie bez pukania
- Niby czego ? - podniosłam na niego wzrok
- Nie idź na te przeklęte urodziny - powiedział lekko podnosząc głos
- Dostałam zaproszenie więc idę - popatrzyłam na niego wściekle - W czym ty widzisz cholerny problem? - spytałam podnosząc na niego głos
- Po prostu nie idziesz nigdzie - krzyknął na mnie Kepa wściekły
- Idę - również na niego krzyknęłam - I nie krzycz na mnie bo nie jestem Twoją własnością żebyś mi mówił co mam robić - krzyknęłam
- Super zaraz polecisz do Bena - był wściekły
- My nawet nie rozmawiamy więc nie wiem skąd Ci to przyszło do głowy - byłam wstrząśnięta
- Widzę jak na niego patrzysz - walnął pięścią o biurku , w takim szale go jeszcze nie widziałam
- Niby jak ? - spytałam - Patrzę na niego jak każdego - dodałam lekko rozkładając ręce
- Tak jak nigdy nie spojrzysz na mnie - wyjaśnił
- Masz jakieś urojenia - prychnęłam wściekła
- Ja mam urojenia ? - spytał pokazując na siebie palcem
- Nie ja - mruknęłam bo nie miałam siły się już z nim kłócić
- Ej przestańcie się kłócić bo słychać was aż na dole - do gabinetu wszedł Cezar
- To on zaczął - wskazałam na Kepe palcem - Zakazuje mi wszystkiego i to mnie wkurza - wyjaśniłam ze złością
- Ja Cię wkurzam - wskazał na siebie po raz kolejny - Martwię się o Ciebie - dodał już spokojniej
- Nie musisz - warknęłam - Potrafię zadbać o siebie - dodałam
- Jasne - mruknął zły
- Kepa daj już spokój - poprosił Azpilicueta - Jak chce iść to niech idzie - wyjaśnił - Będą tam wszystkie dziewczyny więc o co ci chodzi ? - spytał
- Po prostu nie chce żeby szła - wyjaśnił
- Super ale to nie ty o tym decydujesz - warknęłam
- NO SUPER - był wściekły - Jeśli pójdziesz to koniec z nami - krzyknął
- Jeśli tak stawiasz sprawę - oświadczyłam chłodno - W takim razie to koniec - powiedziałam - A teraz wybaczcie idę na trening - dodałam wychodząc
Kepa wyglądał na totalnie pokonanego i załamanego. Jeśli tak sprawiał takie warunki musiał wiedzieć , że ja też chce czegoś do życia.
- Jeszcze się pogodzicie - powiedział Mason przerywając ciszę
- Raczej nie - powiedziałam - Chyba , że zmieni zdanie - wyjaśniłam - A na razie nie mam chłopaka - z moich oczu spłynęła jedna samotna łza
- No co ty gadasz ?? - Marcos wyglądał na zdzwionego - Tyle o Ciebie walczył - dodał
- Jak widać chyba nie jesteśmy sobie pisani - powiedziałam - John ma rację też czasem potrzebuje gdzieś wyjść a nie siedzieć cały czas w Cobham albo z nim w domu - powiedziałam wychodząc na boiska treningowe
Usiadłam na jednej z ławek i popatrzyłam na swoje dłonie , do oczu napłynęły mi łzy Spojrzałam na chłopaków , którzy wrócili do treningu jakby właśnie przed chwilą nic się nie stało. Dla mnie wszystko się skończyło, Kepa i Ben ze mną nie gadają. Obaj znaczyli dla mnie tak wiele , a już ich nie ma w moim życiu. Jeden mnie nienawidzi bo go zdradziłam , drugi dlatego , że nie chce siedzieć w domu , nudząc się jak co wieczór. Wszystko czego się w życiu dotknę mi nie wychodzi , a relacje z innymi ludzi już w ogóle. W pewnym momencie podbiegł do mnie Timo.
- Pewnie nie masz gdzie spać? - spytał , a ja na to pytanie się rozpłakałam totalnie , więc tylko potrząsnęłam głową - Możesz się u nas zatrzymać na tyle ile będziesz potrzebować - powiedział
- Dzięki Timo- powiedziałam w końcu
- Nie masz za co - przytulił mnie - Kepa już żałuje swoich słów - mruknął mi do ucha
- To raczej nic nie zmieni - powiedziałam - Cholernie mnie skrzywdził - dodałam
- Wiem i on też to wie - powiedział
- Czepił się tematu Bena - dodałam - A ten jest bogu ducha winny w tej sytuacji - wyjąsnił
- Wiem a gadałaś wgl z Benem od czasu kiedy ? - spytał
- Nie - powiedziałam - Nie chciałam drażnić Kepy chociaż to Ben powinien być bardziej zły - powiedziałam
- No tak - zaśmiał się - Uważam , że powinniście pogadać - dodał patrząc na wygłupiającego się kolegę
- Nie mogę Timo - powiedziałam patrząc a tym samym kierunku co mój towarzysz - I co mu powiem? - spytałam go
- Prawdę - powiedział klepiąc mnie po ramieniu - Bardzo się zmartwił kiedy usłyszał , że Kepa robi Ci wyrzuty - dodał
- Nie chce żeby moja sytuacja z Kepą wpłynęła na atmosferę w drużynie - wyjaśniłam obejmując się ramionami
- Nie wpłynie - uśmiechnął się - Zapewniam Cię - spojrzał na mnie
- No niech Ci będzie - lekko się uśmiechnęłam się - Leć trenować - powiedziałam
Pobiegł do swoich kolegów z drużyny mnie znów zostawiając sama. Usiadłam na ławce i oglądałam ich trening a kiedy się skończył poszłam na górę po swoje rzeczy , po kilku minutach zeszłam na dół by poczekać na Timo.
- Chodź - powiedział prowadząc mnie do samochodu - Julia się ucieszy - zaśmiał się widząc moją minę
Przez całą drogę do mieszkania Timo milczałam a Timo nie podejmował żadnych tematów chyba czuł , że nie mam ochoty na rozmowy. Ciężko było mi cokolwiek powiedzieć , czułam się jak ostatni śmieć.
- Patrz kogo przyprowadziłem - krzyknął Timo do Julii
- Anita o hej - uśmiechnęła się przytulając mnie - Co się stało? - spytała
- Kepa mnie rzucił - oznajmiłam ze łzami w oczach
- ŻE co? - zakryła ręką usta - A to świnia - powiedziała
- Pokłóciliśmy o jutrzejszą imprezę urodzinową Steph
- Cały Kepa - nie wierzyła w moje słowa
- Jutro muszę iść coś kupić - powiedziałam - Bo nic nie mam a nie wzięłam żadnych rzeczy od Kepy - wyjaśniłam
- Pewnie jasne - uśmiechnęła się do mnie - Pojadę z Tobą jeśli chcesz - zaaprobowała
- Bardzo chętnie - uśmiechnęłam się do niej - Dzięki że mi pomagacie - odparłam po chwili
- No co ty przecież byśmy cię nie zostawili - zaśmiała się Timo
- Inni by zostawili - zauważyłam
- Kepie przejedzie - powiedziałam Julia - Jak zawsze - uśmiechnęłam się
- Pożyjemy zobaczymy - mruknęłam - Chciałaby się położyć - powiedziałam zupełnie smutna
- Już o tej godzinie ? - Werner na mnie spojrzał - No co ty - uśmiechał się do mnie
- Daj jej spokój Timo - powiedziała - Jak chce to niech się położy - dodała widząc - Chodź pokaże ci nasz pokój gościnny - złapała mnie za ramię i zaprowadziła mnie do innego pokoju
- Tu masz rzeczy - wskazała - Zaraz ci przyniosę ci coś do spania - powiedziała
- Dzięki Juls - powiedziałam z płaczem
- Hej nie płacz - usiadła obok mnie, przytulając mnie - Wszystko się jakoś poukłada - pogłaskała mnie po ramieniu
- Nie wiem - mruknęłam cicho - Czego się nie dotknę to psuje - powiedziałam szlochając
- No co ty - przytuliła mnie
- Zależy mi na Kepie i to zepsułam - powiedziałam - Kocham Bena i mi na nim zależy i bam kolejną relację zepsułam- wyjaśniłam - Do tego Ben mnie nienawidzi i ze mną nie rozmawia - dodałam
- Nie nienawidzę Cię no co ty - odezwał się nagle głos Bena
- Co ty tu robisz - popatrzyłam na niego ze łzami w oczach - I jak długo tu stoisz i jak dużo słyszałeś ?- popatrzyłam na niego z przerażeniem w oczach
- Wszystko słyszałem - powiedział opierając się o framugę drzwi - Zalało mi mieszkanie więc Timo pozwolił mi się zatrzymać u siebie - wyjaśnił
- Ja Was może zostawię i przyniosę Ci coś do ubrania - powiedziała Julia wychodząc
Między mną a Benem zapadło milczenie i żadne z nas nie potrafiło go przerwać. Ja siedziałam na łóżku patrząc na swoje dłonie.
- Ben - zaczęłam - Chciałem cię przeprosić naprawdę - dodałam
- Nie musisz serio - powiedział patrząc na mnie z drzwi
- Muszę bo czuje , że popełniłam zbyt dużo błędów - powiedziałam a z moich oczu pociekły łzy - Skrzywdziłam Ciebie, Kepe - odparłam przez łzy
- Ej - Ben do mnie podszedł uprzednio zamykając drzwi - No co ty - podniósł mój podbródek do góry -Ja Ciebie też krzywdziłem - dodał
- Ale chyba nie tak jak ja Ciebie - powiedziałam
- Wybaczyłem Ci już - popatrzył na mnie - Każdy z nas się kiedyś gdzieś zgubił - dodał - Ja też jak widać gdybym był mądrzejszy to wcześniej bym Ci wybaczył albo w ogóle nie zostawał - wyjaśnił
- OH Ben - popatrzyłam na niego a z moich oczu jeszcze bardziej pociekły łzy
- No i czemu ryczysz - zaśmiał się kucając przede mną - Kocham Cię i zawsze będę Cię kochał - popatrzył na mnie
- Ja Ciebie też kocham Ben ale kocham też Kepe - oświadczyłam - Jesteście dla mnie najważniejszymi mężczyznami z życiu ale przecież nie mogę być z Wami dwoma - dodałam
- Wiem - położył głowę na moich udach - Ale to już musisz sama zadecydować - powiedział - Jeśli chcesz to możemy zostać przyjaciółmi - zaproponował
- Tak, chętnie - uśmiechnęłam się pierwszy raz tego dnia
- No w końcu się uśmiechnęłaś - poklepał mnie po udzie a mnie przeszył znajomy dreszcz
- Mogę? - spytała przez drzwi Julia
- Tak - powiedzieliśmy równocześnie z Benem
- Widzę , że jakoś się dogadaliście - uśmiechnęła się - A ty się uśmiechnęłaś - ucieszyła się
- eee no dzięki - spojrzałam na nią
- Masz przyniosłam Ci parę rzeczy - powiedziała - Powinny być dobre - uśmiechnęła się do mnie
- Mogę jutro po treningu pojechać do siebie - powiedział Ben - Zostawiłaś parę rzeczy u mnie - dodał
- Mógłbyś - ucieszyłam się - Byłabym mega wdzięczna - po raz kolejny się uśmiechnęłam
- Wiesz i tak muszę zobaczyć jak idę pracę remontowe - oświadczył
- Co tam w ogóle się stało ? - spytałam zaciekawiona
- Pękła mi rura - wyjaśnił - W sumie w całym budynku - dodał
- haha serio? - zaśmiałam się - Masakra - udałam powagę
- To nie jest śmieszne - uśmiechnął się
- Trochę jest - popatrzyłam na niego - A teraz Was przeroszę bo miałam się położyć - stwierdziłam
- Jasne - Ben tylko na mnie spojrzał - Do jutra - pożegnał się wychodząc
- Pa - popatrzyłam w jego plecy
- Cieszę się że się dogadaliście - Julia poruszała charakterystycznie brwiami
- Ja też - powiedziałam szczerze - Brakowało mi jego dowcipkowania - stwierdziłam - A teraz przepraszam Cię - dodałam
- Jasne - uśmiechnęła się - Ale jutro idziemy na zakupy - zapytała przez plecy
- Jasne że tak muszę coś kupić Sep - powiedziałam - I sobie jakieś ubrania - dodałam
- Ok - usłyszałam z korytarza.
Kiedy w końcu zostałam sama mogłam się trochę ogarnąć, miałam na szczęście pokój z łazienką więc nie musiałam nigdzie wychodzić. Po szybkim prysznicu ubrałam koszulkę Bena bo jakimś dziwnym trafem właśnie to znalazło się w naręcz ubrań. Super.
- Julia co to jest - spytałam ją wychodząc z pokoju
- Kurde miałam to dać Benowi - zaśmiała się - Ale jak już ją ubrałaś to już nie przebieraj - dodała
- No super - prychnęłam - Idę spać - dodałam i weszłam do pokoju
Przed snem spojrzałam na telefon bo chciałam zobaczyć czy miałam wiadomość od Kepy. Nic nie było on naprawę się na mnie obraził i mnie rzucił. Przykryłam się kołdrą kiedy do pokoju wszedł półnagi Ben.
- Oo nagrzałaś łóżko - zaśmiał się - Super bo padam z nóg - powiedział wchodząc pod kołdrę
- Co ty robisz Benjamin ? - popatrzyłam na niego z zażenowania
- Czy ty myślałaś że Timo ma tyle sypialni , że pomieści nas wszystkich - popatrzył na mnie - Przecież mnie znasz nic nie zrobię - podniósł ręce do góry
- Dobra już dobra - zaśmiała się - Właź bo chce żeby ten dzień w końcu się skończył - dodałam przekręcając się na bok by zgasić światło
- Dobranoc - powiedział Ben zza moich pleców
- Dobranoc - odpowiedziałam i objęłam kołdrę rękoma
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz